wtorek, 31 marca 2020

Tomasz Pauszek – muzyczne podróże








Choć pogoda zachęca do spacerów i wojaży, to jednak okoliczności oraz zdrowy rozsądek podpowiada byśmy pozostawali w domach. Stąd też, w ramach rekompensaty, proponuję eskapadę muzyczną. Wybrałem dwa tytuły, a łączy je zarówno motyw podróży, jak i osoba kompozytora. Kilka miesięcy temu rozmawiałem z Tomaszem Pauszkiem, bydgoskim kompozytorem i producentem, zafascynowanym urokiem analogowych syntezatorów. Było to nasze drugie spotkanie, które podobnie jak wcześniejsze zaowocowało obszernym wywiadem. Nie ukrywam, że właśnie ta rozmowa po jakimś czasie skłoniła mnie ponownie do sięgnięcia po jego płyty. Wybrałem dwie. Obie łączy motyw podróży. Sam kompozytor przyznaje, że to dość znaczący element w jego twórczości. Bywa, że opisuje swą muzyką sytuacje, osoby, miejsca oraz wyprawy w głąb siebie i w przeszłość – czyli stany emocjonalne często doświadczane właśnie podczas podróży. Inspiracją może być podmiejski krajobraz jak i paryskie metro, dla wyobraźni odległość nie ma większego znaczenia.


czwartek, 19 marca 2020

Beyond the Event Horizon – Leaving the 3rd Dimension







Pierwsze dźwięki są mroczne i tajemnicze. Rozglądasz się, ale otacza cię ciemna materia i zmierzch. Niepokój narasta, potęgowany przez niespokojny rytm basu. Wprawdzie pojawiają się jasne plamy, ale nie mogą zburzyć kumulującego się lęku. Przedzierasz się przez gęstniejącą ciemność. Cel wydaje się bliski, na wyciągnięcie ręki… Za moment pojawi się Ona, Niewyobrażalna Linia, która cię tu wezwała, budząc ciekawość i trwogę. Obawa i pragnienie poznania walczą ze sobą. Wreszcie możesz ją uchwycić, spojrzeć poza krawędź horyzontu, zanurzyć się w tunel czasoprzestrzeni i poznać nieznany świat. Spełnione marzenie jest jak grzmot, który trafia między oczy. To tylko mocny akcent, wyrywający z wygodnego odrętwienia. Nagle przebudzony nie chcesz przerywać podróży. Płyniesz poza tę linię, szybujesz ponad nieznanym, wiedziony kolejnymi nutami i akordami, niczym kamieniami milowymi znaczącymi przebytą drogę. Powoli odkrywasz nowe światy i jak uwolniony z platońskiej jaskini badacz nie chcesz wracać, bo wiesz, że ci, którzy tam pozostali nigdy nie pojmą tego, czegoś doświadczył. Podążasz głębiej, dalej i sycąc zmysły zanurzasz się w ów epicki świat. Tajemnica, która cię tu przywiodła, mimo, że odkrywa swą otchłań i zmienia swe oblicza, zdaje się nie mieć rozwiązania. Wreszcie pojawia się pojawia się nuta nadziei, wyraźny akcent, coraz bardziej dominujący i porządkujący ów świat. Nie jesteś tu sam? Jeśli tak, to dalej płyńmy razem…

sobota, 21 grudnia 2019

Tomasz Pauszek - Zapraszam ludzi bardziej doświadczonych







Tomasz Pauszek foto: Dariusz Gackowski



Na początku grudnia miałem przyjemność być na koncercie zatytułowanym MOOGplugged w Auli Copernicanum Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Gościem wieczoru był Tomasz Pauszek, który zaprezentował przekrój swojej twórczości, wykorzystując podczas występu jedynie legendarne syntezatory MOOGa. Koncert trwał nieco ponad godzinę i miał kameralny charakter, jednak sceneria Auli Copernicanum nadała mu wyjątkowy i niepowtarzalny wymiar. Nastrój wieczoru udzielił się również publiczności, która doceniła nie tylko brzmienie kultowych instrumentów, ale także (a może przede wszystkim) bardzo dobrą muzykę i umiejętności jej twórcy. Kilka dni później miałem przyjemność kolejny raz spotkać się z artystą i porozmawiać o jego muzyce oraz zakończonym niedawno jubileuszu.  


Rozmawialiśmy blisko rok temu, krótko po koncercie inaugurującym jubileusz Twojej pacy artystycznej. Na przestrzeni minionych dwóch dekad występowałeś także jako Odyssey i RND. Co spowodowało, że dopiero niedawno zdecydowałeś się na pracę pod własnym nazwiskiem?

Wcześniej uważałem, że moje nazwisko może być trudno rozpoznawalne i jest trudne do wymówienia. Tak powstał projekt Odyssey, mający dość charakterystyczną nazwę. Obejmował klasyczną muzykę elektroniczną. RND było kolejnym eksperymentem, dużo bardziej awangardowym. Zbliżając się do czterdziestki dojrzałem do tego, żeby być postrzegany i zapamiętany nie tylko przez pryzmat swoich projektów, ale także jako kompozytor z imienia i nazwiska, który podpisuje swoje utwory. Po jakimś czasie stwierdziłem, że te nazwy jakoś mnie ograniczają. Odyssey miał kojarzyć się z klasyczną melodyjną elektroniką, zaś RND z typowym eksperymentem. Bywało jednak, że powstawało coś, co nie mieściło się w żadnej z przyjętych ram stylistycznych. Nazwy w jakimś stopniu definiowały charakter muzyki, a odbiorcy obu projektów mieli sprecyzowane oczekiwania. Byłem przekonany, że wyjście poza te ramy z pewnością nie przysłużyłoby się tym kompozycjom.