poniedziałek, 9 września 2019

Frank Zappa przez pryzmat kilku albumów






Genialny rockman, wizjoner, wirtuoz gitary, kochający jazz i muzykę klasyczną, a przy tym wnikliwy obserwator… ha, ha, ble, ble ble… 
Już widzę kpiąco-sarkastyczny uśmiech na jego wąsatej twarzy, więc może spróbuję inaczej. W 1966 sam napisał o sobie w notce do debiutanckiej płyty: 
„Gdy miałem jedenaście lat mierzyłem pięć stóp i siedem cali, miałem owłosione nogi, pryszcze i wąsy… i z nieznanych powodów nie pozwolono mi zostać kapitanem drużyny softballowej. Ożeniłem się mając 20 lat... śliczna dziewczyna, prawie zmarnowałem jej życie. Złożyłem podanie o rozwód i przeniosłem się do mego studia nagraniowego. Wspólnie z Rayem, Jimem i Royem układaliśmy program przez rok, pracując w piwiarniach, przymierając głodem i grając mnóstwo dziwacznej muzyki, co sprawiło, że byliśmy bardzo niepopularni (choć znani)...”
Sporo w tym autoironii oraz specyficznego poczucia humoru. Te cechy podszyte kpiną czy wręcz szyderczym chichotem z amerykańskiej popkultury towarzyszyły jego twórczości niemal cały czas. Wiadomo o kim mowa?


wtorek, 3 września 2019

Przemysław Rudź – muzyk zapatrzony w gwiazdy




Plon dziennikarskiej wyprawy do Cekcyna


Moja obecność na XIV Festiwalu Muzyki Elektronicznej w Cekcynie w połowie sierpnia zaowocowała kilkoma ciekawymi spotkaniami. W poprzednim odcinku zamieściłem wywiad z Januszem Grzywaczem, szefem grupy Laboratorium. W sobotę 17 sierpnia udało mi się również porozmawiać z Przemkiem Rudziem, jednym z ważniejszych twórców spod znaku krajowej el-muzyki. Oto zapis tej konwersacji.



Przemysław Rudź


Gdybym chciał Cię krótko przedstawić, to powiedziałbym – człowiek renesansu. Jeśli spojrzeć w Twoją biografię, to skończyłeś studia…

Jako geograf klimatolog.

Pracujesz jako…

Starszy specjalista w Departamencie Edukacji Polskiej Agencji Kosmicznej. Prowadzę też jednoosobową działalność gospodarczą, gdzie realizuję dużo różnych rzeczy – książki, muzyka, po części astronomia, gdyż wspólnie z kolegą produkujemy i sprzedajemy kopuły astronomiczne. To jest bardzo niszowa działalność, raczej dla majętnych miłośników astronomii oraz instytutów, szkół i osób, które chcą patrzeć w niebo w sposób bardziej zorganizowany. A na Festiwalu Muzyki Elektronicznej w Cekcynie jestem już bodaj siódmy raz, jako przyjaciel tej imprezy i osoba, która wrosła w tę imprezę całym swym jestestwem.

Wróćmy jeszcze na moment do Twojej działalności astronomicznej. Dość skromnie o tym wspomniałeś, ale masz spory dorobek pisarski, przy tym bardzo zróżnicowany, gdyż piszesz nawet książki dla dzieci.

W pewnym sensie nawet na tym się skupiam, gdyż jak powiedziałem jestem geografem klimatologiem. Nie jestem astrofizykiem. Te dziedziny w zasadzie się nie zazębiają, chociaż Ziemia jako system jest zależna od pewnych czynników astronomicznych. Pisałem o tym w mojej pracy magisterskiej, poświęconej związkom klimatycznym między Słońcem a Ziemią. Książki to dzieło przypadku.



poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Małe Laboratorium w Cekcynie i rozmowa z Januszem Grzywaczem







Dla miłośników elektronicznych brzmień muzyczne spotkanie, organizowane w malowniczym Cekcynie niedaleko Tucholi od dawna stało się ważnym punktem na koncertowej mapie kraju. Wszystko zaczęło się przed laty od… gitary, spoczywającej w bagażniku samochodu. Podczas rutynowego przeglądu instalacji gazowej właśnie ona stała się zaczynem przyjaźni Marcina Chmary i Marcina Grzelli, dwóch pasjonatów muzyki, którzy dość szybko rozpoczęli wspólne granie jako Electronic Revival. Dziś mają za sobą cztery wspólnie wydane albumy i organizację ważnego w środowisku festiwalu muzyki elektronicznej, który w miniony weekend miał już swoją czternastą edycję. Wśród zaproszonych gwiazd, prócz Krzysztofa Dudy – nestora polskich elektroników, obchodzącego trzydziestopięciolecie swej pracy artystycznej, pojawił się również Janusz Grzywacz, lider Laboratorium – od blisko pół wieku doskonale znanej kapeli jazzowej, który wystąpił w elektryzującym duecie z wybitnym polskim wibrafonistą Bernardem Maselim jako Małe Laboratorium. Przed koncertem udało mi się poprosić Janusza o chwilę rozmowy.

Jesteś zdecydowanie bardziej kojarzony z jazzem, skąd więc Twoja obecność na festiwalu muzyki elektronicznej?

Gram jazz, ale przy pomocy elektronicznych instrumentów. Wprowadziłem je jeszcze we wczesnych latach siedemdziesiątych. To właśnie było charakterystyczne dla Laboratorium, myśmy poszukiwali brzmień – innych, nieoczywistych, niecodziennych. Na początku był to preparowany fortepian, uderzana czymś dziwnym perkusja, wokal Marka Stryszowskiego potraktowany kamerą pogłosową, wówczas jeszcze niezbyt popularną, zwłaszcza wykorzystaną do tak dziwnych skal wokalnych, jakimi Marek operuje. To nam budowało pewne klimaty i nastrój, który nas wyróżniał. Tak więc moment, kiedy przyjechał do mnie pierwszy syntezator był tylko kwestią czasu. Kosztował oczywiście koszmarne pieniądze, które w rzeczywistości PRL-u trzeba było spłacać parę lat. Dzisiaj mam dość duże instrumentarium, które wykorzystuję w zależności od potrzeb i nastroju, zarówno przy tworzeniu muzyki do teatru, filmu animowanego czy dla Laboratorium.